czwartek, 11 stycznia 2018

Nie należy bać się zakrętów na drodze

Życie nieustannie nas zaskakuje. Czasem pozytywnie, czasem nie. Jeszcze w ostatnim wpisie dzieliłam się z Wami radością z pracy w dużej korporacji, a dzisiaj jest to już przeszłość. Firma nie zdecydowała się przedłużyć ze mną umowy po okresie próbnym. Takie ich prawo jako pracodawcy. Bardzo to przeżywałam, wylewałam łzy i martwiłam się jeszcze w poniedziałek co ja pocznę i co będzie dalej. Dziś kiedy piszę ten artykuł mamy czwartek, jest zaledwie kilka dni po skończeniu pracy w korporacji, a ja już mam nową pracę. I to we wspaniałej bliskiej domu lokalizacji, dogodnych godzinach pracy (8-15), za niewiele mniejszą stawkę niż miałam w tej dużej firmie. Będę teraz pracować w Fundacji zajmującej się pomocą osobą cierpiącym na stwardnienie rozsiane. Temat póki co jest mi słabo znany, bo nie mam w rodzinie nikogo kto by cierpiał na tę chorobę, ale z czasem na pewno spokojnie się wdrożę i zdobędę taki poziom wiedzy, jaki jest niezbędny na moim nowym stanowisku pracy. Pracę zaczynam właściwie od zaraz, bo już jutro, tj. w piątek, rozpoczyna się mój pierwszy dzień. Chcę wierzyć, że trafiłam na dobrych ludzi, którzy będą wobec mnie wyrozumiali i życzliwi. Fundacja to coś zupełnie innego niż korporacja, ale jest to bliższe mojemu sercu. Cieszę się też, że nie będę musiała godzinę dojeżdżać zatłoczonym autobusem, że nie będę musiała nosić ciągle wizytowych ubrań, że będę mogła czuć się w zespole swobodnie i jak równy z równym – poza hierarchią jaką stwarza korporacja. Przyznam szczerze, że patrząc z perspektywy czasu zauważam, że nie odnajdywałam się do końca w dużej globalnej firmie. Sztywne struktury powodowały ciągły wewnętrzny stres i ucisk na żołądku. Na pewno nie było to dobre dla mojego zdrowia i na dłuższą metę mogłoby się negatywnie na nim odbić. Życie to droga, a Bóg różnymi ścieżkami Nas prowadzi. Nie zawsze je pojmujemy, nie zawsze dostrzegamy od razu, o co chodzi w biegu wydarzeń naszego życia, lecz nic nie dzieje się bez przyczyny – mnie doświadczenie prawdziwej korporacji nauczyło pokory, zdobyłam też doświadczenie w pracy biurowej, które już wiem, że przyda się w Fundacji. Czuję, że będę szła do pracy bez ścisku w żołądku i lodowatego strachu w gardle. Cóż można powiedzieć o zespole z którym się jeszcze nie pracowało – może to zabrzmi głupio i infantylnie, ale intuicja podpowiada mi, że po prostu dobrze trafiłam. Nie umiem wyjaśnić czemu tak czuję i nawet nie będę się na to silić, tak czuję w sercu, po prostu – tylko tyle i jednocześnie aż tyle. Cieszę się też na samą myśl, że w końcu bez stresu będę mogła być wcześnie w domu – uwielbiam wracać i mieć jeszcze czas na swoje sprawy – na napisanie artykułu dla Was Kochani, na przytulenie Ukochanego, na zabawę z naszym uszatym przyjacielem, na wspólną kolację. Ogarnia mnie wewnętrzne poczucie spokoju, że będzie dobrze, że nie mam się już czego bać, że nie muszę o nic się szarpać, że nikt nie będzie patrzył na mnie krzywo, bo według niego wyglądam „za mało reprezentacyjnie”. To cenne mieć taki wewnętrzny spokój ducha. I paradoksalnie cieszę się, że „wypadłam” z torów wyścigu szczurów. I cieszę się, że tutaj, gdzie teraz będę są ludzie rozumiejący, co to znaczy choroba, co to znaczy ból, co to znaczy brak sił… Stresowałam się nieco dzisiejszą rozmową kwalifikacyjną zupełnie niepotrzebnie. W końcu nie taki diabeł straszny jak go malują. Fajnie, że trafiłam do, mam nadzieję, ludzi szczerych, budujących autentyczne i głębokie wewnętrzne relacje w duchu turkusowych organizacji, gdzie każdy jest równy, każdy jest szczery i każdy jest ważny. Może mój wpis jest bardzo optymistyczny, może nad wyraz, ale po prostu jestem pełna pozytywnych myśli i wiary w to, że tym razem będzie dobrze, bo znalazłam swoje miejsce. Bardzo chcę w to wierzyć, bo takie podejście dodaje mi skrzydeł i sił. 

Proszę, trzymajcie za mnie kciuki. Wierzę że będę sobie radzić bardzo dobrze, ale wiedza, że ktoś jeszcze trzyma kciuki i śle mi pozytywne myśli i energię pomaga.

Pozdrawiam i ściskam Was mocno,

Ewelina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz