poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Spełnione marzenia o morzu

Kochani,
piszę do Was bardzo radosna. Odkąd zaczęły się wakacje marzyłam, by wraz z Ukochanym wybrać się nad morze. Bardzo się stęskniłam za szumem fal, plażą i atmosferą nadmorskich miejscowości, której już dawno nie miałam okazji być częścią. Los okazał się jednak dla mnie łaskawy. Rafał dostał w swojej firmie zlecenie serwisowe w Gdańsku. Wrócił z pracy tego dnia bardzo uśmiechnięty i radosny i oświadczył, że jedziemy nad morze. Na początku mu nie dowierzałam myśląc że to jakiś żart ale on z jeszcze większą radością oświadczył, że moje marzenie o morzu właśnie się spełni, co prawda tylko jednodniowo (nie możemy zostawić królika na dłużej bez opieki) ale będziemy na plaży. Zaczęłam niemal fruwać ze szczęścia. Dzień później wieczorem pakowaliśmy ręczniki, stroje kąpielowe, krem do opalania i po opalaniu, by jak najwcześniej wyruszyć do Gdańska. Rano w dniu wyjazdu przygotowaliśmy Wibryskowi wszystko, co mu niezbędne – świeżą chłodną wodę, nieco świeżych warzyw, trochę granulatu, świeże sianko i miseczkę ziół. Zamknęliśmy drzwi w kuchni i naszym pokoju, by Uszakowi zostawić do szaleństw nie tylko cały jego pokój, ale też przedpokój, w którym bardzo lubi leżeć na chłodnych deskach. Zasłoniliśmy mu też żaluzje, aby słońce za mocno nie grzało mu do pokoju i zostawiliśmy otwarte okna, by zwierzak miał przewiew. Wibrys wydawał się przed naszym wyjazdem zadowolony z przygotowanych mu wygód, zatem spokojnie i bez stresu wyjechaliśmy do Gdańska. 

Pogoda w podróży nieco nas martwiła, bo niebo zdawało się być nieprzystępnie zachmurzone. Gdy jednak dojechaliśmy do celu, niebo rozpogodziło się i zza chmur wyjrzało słońce. Mój Mężczyzna dojechał najpierw pod adres, gdzie miał odbyć serwis – w końcu przede wszystkim przyjechał do Gdańska do pracy. Gdy on udał się wykonać swoje obowiązki zawodowe, ja udałam się na spacer po okolicy. Udało mi się zakupić trochę pocztówek z Gdańska na pamiątkę i trochę pozwiedzać. Jednak najwspanialszym momentem była chwila, gdy już po wykonaniu swoich zawodowych obowiązków Rafał wrócił i ruszyliśmy z wielkimi uśmiechami w stronę najbliższej plaży. 


Nie umiem Wam opisać, jak bardzo się cieszyłam – to była radość dziecka, które spełnia swoje wielkie marzenie. Na plaży mocno się wzruszyłam sama nie wiedząc, że aż tak bardzo chciałam odwiedzić polskie morze i że aż tak mocno tego potrzebowałam. Pogoda była wprost wyśmienita na plażowanie – było słonecznie a od morza wiał lekki podmuch wiatru, lecz woda była spokojna. Leniwe fale obijały się powoli o piaszczysty brzeg. Przebraliśmy się w stroje kąpielowe i wskoczyliśmy do wody, która była orzeźwiająca lecz nie przejmująco zimna. Może to było tylko kilka godzin na plaży, ale tego właśnie było mi trzeba. Ukochany powiedział mi, że promienieję radością – bo tak właśnie było. Gdyby nie tłum ludzi mogłabym tańczyć, śpiewać i krzyczeć ze szczęścia. Przed plażowaniem zjedliśmy na obiad świeżą rybę w miejscowej smażalni. Smakowała mi tak bardzo, że po zejściu z plaży zjadłam jeszcze jedną na kolację. Rafał był zdziwiony, że ja zazwyczaj niejadek zjadłam dwie duże ryby z ogromnym apetytem :) Ale przecież ryba nad morzem właśnie smakuje najlepiej! 




Zrelaksowani wieczorem pożegnaliśmy morze i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy, by dojechać do niej około 23. Wibrys przywitał nas już od wejścia stęskniony radosnym podskakiwaniem, tuleniem się i lizaniem. Dobrze, że następnego dnia była sobota – można było zregenerować siły po długiej, ale przyjemnej podróży.

Pozdrawiam promiennie,

Ewelina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz