czwartek, 3 sierpnia 2017

Zwiedzanie miejsc, które są całkiem blisko


W ramach prób zapoznania się z Warszawą i zaprzyjaźnienia się z nią wędruję z Rafałem na długie spacery. Chcemy poznać najbliższą okolicę. Wygląda na to, że na długo tu zostaniemy i trzeba zacząć przyzwyczajać się do tej świadomości. Mój Ukochany mieszka tu dłużej niż ja i jemu tutaj się podoba. Cieszę się jego radością, widząc jak kwitnie w tym wielkim mieście, rozwija się, realizuje zawodowo i życiowo. Ja realizuję się tu bardzo na płaszczyźnie związku i samodzielnego życia. Czuję, że dobrze radzę sobie w roli pani domu – mieszkanie mamy czyste, pyszne obiady ugotowane, zwierzak zadbany. Przyszła pora, by zrealizować się również zawodowo. Póki co nie bardzo mi wychodzi znalezienie jakiegoś stałego zatrudnienia. Skupiam się więc na leczeniu swojego wnętrza, swojego samopoczucia i podejścia do nowego miejsca zamieszkania. Zazdroszczę każdemu, kto potrafi ot tak, niemal z dnia na dzień przystosować się do nowego miejsca, w które rzuca go los. Ja mam z tym spory problem, mimo iż jestem tu już tak długo. 



Ostatnio jednak jestem podbudowana. Próbuję swoich sił w pracy w korporacji. To wcale nie jest dla mnie proste i łatwe, nie wiem jeszcze czy zdecyduję się zostać tam na dłużej, ale powoli wierzę w siebie nieco bardziej. Dlaczego? Bo bardzo dobrze radzę sobie z obowiązkami stanowiska, na którym być może zostanę i główna przełożona jest ze mnie bardzo zadowolona. To dla mnie ważne, bo ostatnio moje lęki o mało nie sprawiły, że w ogóle nie wzięłabym udziału w tych kilku dniach szkoleniowych. Lęk i poczucie niepewności dopadło mnie tak mocno, że chciałam zamknąć się w domu i w ogóle z niego nie wychodzić. Przez chwilę miałam nawet myśl, że nie nadaję się w ogóle do pracowania gdziekolwiek i lepiej będzie, jeśli zostanę w domu z moją rentą i tekstami dla Was, a mój Narzeczony będzie zarabiał większe pieniądze. To był krótki epizod, ale bardzo źle go zniosłam i bardzo źle się czułam. Jeszcze jak na złość Lucjan przez te 2-3 dni dał mi trochę w kość tuż przed rozmową i byłam naprawdę roztrzęsiona i wycofana. Nie umiałam się cieszyć nawet tym, że bardzo się podobam i w zasadzie mam zatrudnienie w kieszeni – bałam się drogi do pracy i dużo strachu kosztował mnie powrót do domu – powinnam skakać z radości a tymczasem ja siedząc w autobusie marzyłam tylko o tym, by zapłakana i roztrzęsiona ze strachu schować się pod kocem. Postanowiłam jednak walczyć z tym lękiem i na dobre mi to wyszło. Trzeba być realistą - w dzisiejszych czasach aby się utrzymać trzeba by oboje partnerów pracowało. Udało mi się po rozmowie z moim Mężczyzną przełamać i pójść na te szkoleniowe dni. Radzę sobie naprawdę dobrze i mogę być z siebie dumna bo w przypadku lęków ważny jest każdy mały krok do przodu. Czasem zastanawiam się jak to się mogło stać, że tak bardzo boję się życia z dala od bliskich. Mam olbrzymie wsparcie w Rafale, zwyczajnie czuję się niepewnie. Ciągle boję się jak sobie poradzimy, czy moja choroba będzie wyciszona, czy uda mi się zabezpieczyć swoje zdrowie w odpowiednie leki i żywność, czy znajdę zrozumienie w miejscu pracy, czy uda mi się mieć tutaj znaleźć jakieś pokrewne dusze jak mawiała moja ulubiona Ania z Zielonego Wzgórza. Mam nadzieję, że z czasem moje wątpliwości i lęki opuszczą mnie i przestaną mnie paraliżować. Chciałabym poczuć się w końcu swobodnie i móc bez strachu rozwijać się zawodowo i tak w ogóle – w swoich pasjach, codzienności. Chciałabym wstawać rano bez lęku o to, jak potoczy się kolejny dzień. I niechby strach przestał paraliżować mnie przed wyzwaniami, z którymi naprawdę jestem w stanie świetnie sobie poradzić – wystarczy tylko przestać się bać.

Czy Wy także macie czasem problemy podobne do tych moich? Jak sobie z tym radzicie? Macie jakieś dobre rady? Proszę, podzielcie się ze mną. Wasze pomysły są na wagę złota.


Pozdrawiam, Wasza Ewelina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz